Po zakończonej pracy senatora chciał służyć Wałbrzychowi. Dlatego dzisiaj rano stawił się w urzędzie. Ale kierujący nim Roman Szełemej nie widzi chyba dla byłego parlamentarzysty miejsca w ratuszu. Dlatego z kard były członek PO wyszedł w wypowiedzeniem. Powrót do urzędu, po wygaśnięciu mandatu parlamentarzysty, gwarantowało Ludwiczukowi prawo. Dostając się do senatu otrzymał bowiem urlop. Tak przynajmniej wynika z przepisów. Zgodnie z nimi pracodawca powinien go zatem przyjąć z powrotem do pracy. Na co najmniej dwa lata. Tymczasem dzisiaj były senator zamiast miejsca przy biurku dostał...wypowiedzenie. Trzymiesięczną odprawę bez świadczenia stosunku pracy. Były zastępca Piotra Kruczkowskiego nie komentował decyzji Romana Szełemeja. W publicznych wypowiedział zaznaczył tylko, że o tym czy jest to zgodne z prawem nie będzie decydował on, ale odpowiednie osoby i instytucje.
Autor:
Czytaj więcej na: Nie chce Roman Romana
